Nie ulega wątpliwości, że urodzony w Jaśle w 1897 roku Henryk Dobrzański był bohaterem. Tak jak obiecał po klęsce wrześniowej munduru nie zdjął i dawał się też na ziemi świętokrzyskiej Niemcom. Wspaniały sportowiec, zwycięzca wielu prestiżowych zawodów jeździeckich nie miał po drodze z niektórymi zwierzchnikami w armii, mimo iż zasłużył się w wojnie polsko-bolszewickiej. Gdy Niemcy najechali na Polskę dotarł do Białegostoku i otrzymał funkcję zastępcy dowódcy 110 rezerwowego Pułku Ułanów.
Jego jednostka stoczyła kilka potyczek z Sowietami i nie podporządkowała się rozkazowi generała Wacława Przeździeckiego o przedostaniu się na Litwę. 110 Pułk Ułanów z ogromnymi stratami wyrwał się z radzieckiego okrążenia pod Biebrzą, a dowódca - pułkownik Jerzy Dąmbrowski zarządził rozwiązanie. Dobrzański z grupą 180 żołnierzy postanowił walczyć dalej i ruszył na odsiecz Warszawie. Po drodze do stolicy dołączali do niego kolejni ochotnicy z rozbitych oddziałów Wojska Polskiego. Po kapitulacji Warszawy część odeszła, pozostali udali się na Kielecczyznę, gdzie zamierzali doczekać ofensywy aliantów.
Oddział Wydzielony Wojska Polskiego, bo taką nazwę przyjął stoczył z Niemcami kilka potyczek (2 października wygrał pod Wolą Chodkowską, w listopadzie 1939 dał się zaskoczyć pod wsią Cisownik, 30 marca 1940 zadał wrogowi ciężkie straty pod Huciskiem, a 1 kwietnia pod Szałasem), ale jego działalność wywołała represje na ludności cywilnej. Niemcy mordowali mieszkańców wsi ( co czynili też potem na terenie całej Polski), a po nakazie Związku Walki Zbrojnej o rozwiązaniu OWWP został on poważnie uszczuplony.
Niemcy zaangażowali duże siły by rozbić Hubalczyków, korzystali ze wsparcia gęstej sieci konfidentów i 30 kwietnia 1940 roku rano pod Anielinem zginął Major Henryk Dobrzański. Okoliczności jego śmierci pozostały zagadkowe do dziś. Nie znaleziono jego szczątków, a szanse maleją z roku na rok. Pamięć o Hubalu pozostała.
W 82 rocznicę śmierci bohatera urodzonego w Jaśle równo o godzinie 5.30 rozpoczęła się msza polowa z udziałem członków Stowarzyszenia Hubalczycy, byłych i obecnych żołnierzy, także z Gromu i ludzi, którzy oddają cześć Majorowi. W tym gronie znajduje się Marcin Rybus z podkieleckich Chęcin. Ta osoba ma niesamowitą wiedzę. Rybus pokazał chętnym teren dawnego obozowiska (ostatniego) OWWP pod Wólką Kuligowską (zachowało się drzewo z dwóch złączonych) , szczątki leśniczówki w Bielawie (Hubalowa Wigilia), kościół w Poświętnem, miejsca związane z Hubalczykami. - Pamięć o Henryku Dobrzańskim nie ginie - podkreśla Jerzy Łumiński ze Stowarzyszenia Hubalczycy 1939-1940. I zginąć nie może.






















Napisz komentarz
Komentarze