Abstrahując od zasadności odwołania Marszałka Województwa i Zarządu, sposób w jaki przeprowadzono głosowanie nie mieści się w żadnych kanonach demokracji.
Od samego początku obrad sesji, kością niezgody był sposób głosowania nad odwołaniem marszałka. Przewodniczący Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego Arkadiusz Bąk ogłosił, że głosowanie będzie tajne a urna do głosowania umieszczona będzie za kotarą, tak aby radni spokojnie mogli wypełnić kartę.
To bardzo nie spodobało się radnym PiS i radnemu Sławomirowi Gieradzie, który krzyczał na sali sesyjnej o "zaaresztowaniu urny wyborczej". Ci domagali się, żeby urna stała w widocznym miejscu i po perturbacjach w końcu tak się stało.
Dlaczego to było tak ważne w tym głosowaniu? Po prostu, liderzy Prawa i Sprawiedliwości nie wierzą swoim działaczom. W trakcie obrad i głosowania na sali obecny był poseł Krzysztof Lipiec, a wszyscy radni PiS mieli obowiązek odebrać kartę do głosowania, złożyć ją na pół i bez zakreślania wrzucić do urny (gdyby urna była za parawanem, poseł Lipiec nie miałby takiej pewności, że jego radni posłuchali go).
Przed głosowaniem doszło do krótkiej dyskusji na temat odwołania marszałka Bętkowskiego. Najbardziej krytyczny wobec obecnego Zarządu Województwa, był były Sekretarz Miasta Kielce i były radny PiS, Janusz Koza. Nie zostawił on suchej nitki na działaniach władz wojewódzkich, a szczególnie ostrych słów użył wobec wicemarszałka Marka Bogusławskiego, nazywając go człowiekiem bez honoru. Na zakończenie swojego przemówienia, podszedł do siedzącego na sali posła Krzysztofa Lipca i wykrzyczał mu w twarz, że to właśnie on jest głównym winowajcom zapaści gospodarczej regionu i największym szkodnikiem.






Napisz komentarz
Komentarze