Rośliny doniczkowe uprawia się w Polsce od dawna, jednak moda na nie czasami przemijała. Jeszcze kilkanaście lat temu w większości domów rosło ich niewiele. Były to przeważnie gatunki popularne i niekłopotliwe.
Od kilku lat pokoje znów się zazielenia. Wystarczy wejść do marketu, żeby do koszyka wpadła monstera. Podobno wbrew zamiarom kupującego. Tak przynajmniej mówią ci, którzy wychodzą po bułki, a wracają z kolejną rośliną. Zakupom nie raz nie ma końca.
Dyskusje i dobra zabawa
Gdy zdobędzie się rośliny, można dołączyć do jednej z grup facebookowych. Wybór jest duży. Część z nich to masówki, a liczba członków wynosi co najmniej kilkadziesiąt tysięcy. W innych postują i komentują grupowicze świadomie przyjęci przez admina. Wtedy trudniej o spam.
Jest 30 kwietnia. Na Facebooku pojawia się nowa grupa – "Rośliny bez śliny". Już pierwszego dnia zasila ją ponad setka osób, które zdążyły się zapoznać w "Polish Jungle", roślinnej masówce.
- Nareszcie strona dla mnie – pisze Dawid. - Zamierzam dobrze się bawić i dyskutować.
Grupa introwertyków
Posty w grupie "Rośliny bez śliny" dotyczą zarówno pielęgnacji, jak i osobistych problemów grupowiczów. Na stronie udziela się sporo introwertyków. W świecie wirtualnym są odważniejsi i chętniej nawiązują nowe kontakty. To oni najczęściej doradzają innym. Ot, taki paradoks.
- Na co dzień jestem nieśmiała i potrzebuję czasu, żeby się otworzyć – przyznaje Marta. - W Internecie swobodniej się gada.
Poszukiwacze Chlorofilu, bo tak nazywają się członkowie grupy, pytają o szkodniki, choroby roślin i metody uprawy. Zdarza się, że to jedynie pretekst. W rzeczywistości szukają znajomych. Chcą po prostu zaprzyjaźnić się z kimś, kto rozumie ich pasję.
Spławianie gości
- Ten post to offtop – zaznacza Marcin. - Wkrótce sam go skasuję.
Do Marcina przyjeżdżają przyjaciele jego dziewczyny. Na kilkanaście dni. Mimo towarzyskiej natury mężczyzna czuje, że zaczyna dusić się we własnym domu. O swoim niezadowoleniu pisze latem na stronie grupy i pyta, jak mógłby delikatnie spławić gości. Dowiaduje się, że większość komentujących myśli podobnie.
- Powiedz Asi, że ostatecznie możesz opłacić im hotel – podpowiada pewne fejkowe konto. - Dom to nie noclegownia dla przyjaciół.
Niektórzy proponują Marcinowi wizytę u psychologa. Zupełnie niezłośliwie. Ich zdaniem, taka reakcja jest skutkiem jakiejś blokady psychicznej. Piszą tak zaledwie trzy osoby. Marcin dziękuje za wszystkie opinie i dodaje, że zamierza szczerze porozmawiać ze swoją partnerką. O gościnie i emocjach. Po raz pierwszy wprost. Post znika.
Afery o byle drobiazgi
W internetowej społeczności nie zawsze panuje spokój. Niektórzy próbują wywoływać afery o byle drobiazgi. Prawdziwe powody bywają różne: wzajemna antypatia, sprzeczne poglądy, problemy rodzinne. Ale o tym można się przekonać nieco później i zwykle przypadkowo. Oficjalnie chodzi o złą poradę uprawową.
- Ta grupa jest porażką – komentuje Anna, adminka grupy "Storczyki".
- Kiedy mam zły nastrój, czytam Wasze posty i nie muszę oglądać komedii - wtóruje jej Joanna, która określa grupowiczów mianem hordy. Wkleja nawet definicję tego słowa z Wikipedii. Mimo upomnień obie nadal hejtują, za co zostają zbanowane. Ku przestrodze.
Ostrowiecki pierwiastek i utajnienie
Grupa Poszukiwaczy Chlorofilu ma zasięg globalny, choć udzielają się tylko polskojęzyczni internauci. Teraz niełatwo zostać grupowiczem. Trzeba należeć do grona znajomych, któregoś z członków i oczekiwać zaproszenia. Admin utajnił stronę, żeby ograniczyć liczbę jednakowych postów. Wielu nie czyta poprzednich wypowiedzi i po raz kolejny pyta o tą samą rzecz.
Z Ostrowca Świętokrzyskiego i okolicznych miejscowości pochodzą nieliczni. To pierwiastek wśród dwóch tysięcy kont z całego kraju i zagranicy. W grupie są od początku i traktują ją jak swój wirtualny dom. Na początku Maja, jedna z ostrowczanek zdradza, że szykuje dla wszystkich niespodziankę. Mowa o wzmiance na temat społeczności w lokalnym radiu. Prowadzący audycję docenia pomysł na nazwę i zachęca słuchaczy do dołączania. Wtedy nikt jeszcze nie wie, że hasło "bez śliny" stanie się sztandarowe, a zakaz "plucia" w sieci znajdzie tylu zwolenników.






Napisz komentarz
Komentarze