Pan Dariusz pracuje u ostrowieckiego przedsiębiorcy, firma zajmuje się transportem międzynarodowym . Dziś odwiedził naszą redakcję zbulwersowany i zaniepokojonym tym jak w całej sytuacji epidemii władze traktują zawodowych kierowców tirów. Kiedy cały świat walczy z epidemią, kierowcy tirów pracują, a pracując sami muszą zadbać o swoje zdrowie.
- Czy ktoś wziął pod uwagę, że zarażony kierowca zaraża nieświadomie innych kierowców na parkingach? - pyta pan Dariusz.
- Teraz kolega wyjechał z rozładunkiem i nie miał wyjścia, nie pojedzie to pracodawca za nie rozładowany towar naliczy mu karę. Nikogo nie interesuje, że większość z kierowców to osoby starsze, które ciężko mogą przejść chorobę
muszą jeździć do krajów, gdzie występuje ogromne ryzyko zakażenia koronawirusem i narażać zdrowie własne i innych.
Pan Dariusz jeżdżąc po krajach południowej Europie stwierdza, że nie zatrzymamy wirusa, jeżeli kierowca będąc zarażony przemieszcza się z kraju do kraju.
- Koledzy - kierowcy w ostatnich dniach musieli stać w gigantycznym korku na granicy turecko-bułgarskiej. Powód: zamknięte granice i zero informacji od naszego rządu. Powinniśmy być na bieżąco informowani o sytuacji, my nie mamy żadnych informacji, bo takich informacji jak wygląda sytuacja w innych krajach nie mają też nasi pracodawcy. - żali się pan Dariusz.
- Na załadunkach traktują nas jak trędowatych, nie mamy gdzie załatwić podstawowych potrzeb, sanitariaty dla takich jak my są pozamykane. Niektórzy koledzy zapowiedzieli, że w najbliższym czasie nie wyjada w trasę bo przy takiej higienie nie będą ryzykować swojego zdrowia.
Czy właściciele firm transportowych i nasz rząd naprawdę nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji i ogromnego zagrożenia? Czy transport międzynarodowy (oprócz żywności) w czasie tak ogromnej epidemii nie powinien zostać wstrzymany? Pyta Pan Dariusz.






Napisz komentarz
Komentarze