Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord onair Radio Rekord onair
poniedziałek, 26 stycznia 2026 10:38
Reklama Poradnik Bezpieczeństwa

Lechia rozłożona na części pierwsze. Korona wraca na zwycięską ścieżkę

Korona wróciła do Kielc, by zagrać przed własną publicznością z Lechią Gdańsk w ramach 10. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Żółto-Czerwoni po remisie w Gdyni chcieli wrócić na zwycięską ścieżkę. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:0 (1:0) dla podopiecznych Jacka Zielińskiego.

W składzie kielczan doszło do kilku znaczących zmian, co w wykonaniu Jacka Zielińskiego nie zdarza się zbyt często. Od pierwszych minut na murawie pojawili się Konstantinos Soteriou oraz Wiktor Popov. Oznaczało to brak miejsca dla Konrada Matuszewskiego oraz kapitana Nono. Takie roszady mogły sugerować, że kielczanie szykują coś nowego dla rywala z Gdańska.

Pierwsze minuty wskazywały na to, że kibice zobaczą dobre widowisko. Żadna z drużyn nie chciała jednak od razu mocno się otworzyć. Już w 3. minucie Tomasz Neugebauer huknął w stronę bramki Korony, a piłka trafiła w słupek — był to sygnał, że Lechia nie zamierza być chłopcem do bicia. Kielczanie odpowiedzieli natychmiast. Akcja duetu Długosz–Błanik zakończyła się rzutem rożnym, choć na gola trzeba było poczekać.

W 15. minucie Antonin miał szansę wyprowadzić Koronę na prowadzenie, lecz jego uderzenie zostało zablokowane. Chwilę później Marcel Pięczek posłał świetne dośrodkowanie w pole karne, a tam Wiktor Długosz zachował się jak rasowy napastnik z najlepszej ligi świata i otworzył wynik meczu.

Jak zareagowała Lechia? To dobre pytanie. Goście próbowali odpowiedzieć, ale poza większym posiadaniem piłki nie wynikało z tego nic konkretnego. Każda próba kończyła się na etapie ostatniego podania lub anemicznym strzale w obrońców. Tomas Bobček swoimi próbami najlepiej podsumował ofensywne męki gdańszczan.

Korona została zamknięta na własnej połowie, ale skutecznie się broniła. Biało-Zieloni z kolei kurczowo trzymali się starej zasady: im dłużej jesteś przy piłce, tym większe masz szanse na bramkę. Problem w tym, że poza chęciami i próbami nie przyniosło to efektów. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Korony 1:0.

Tuż po zmianie stron kibice byli świadkami znakomitej akcji Korony. Dawid Błanik odegrał do Wiktora Długosza, ten – widząc, że nie ma miejsca – podał do Marcela Pięczka. Obrońca uderzył mocno, ale bramkarz Lechii sparował piłkę na rzut rożny. Chwilę później próbował jeszcze Camilo Mena, lecz Xavier Dziekoński odbił piłkę przed siebie, a dopadł do niej Tomasz Neugebauer. Efekt? Strzał wysoko w trybuny i salwy śmiechu z kieleckiej publiczności.

Korona nie zamierzała odpuszczać, wręcz przeciwnie – czuła słabość rywala i coraz mocniej go dociskała. W końcu przyszła nagroda. Błanik kapitalnie dograł na krótki słupek do Długosza, a ten z bliska pokonał Alexandra Paulsena, podwyższając prowadzenie na 2:0. Co to była za bramka, co to był za gol! Lechia, mimo przewagi w posiadaniu piłki, na własne życzenie traciła kolejne trafienia.

Można by pomyśleć, że to koniec emocji, ale stare porzekadło mówi: 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik. Gdańszczanie próbowali się podnieść i w 60. minucie trafili nawet w słupek, lecz wciąż brakowało im wykończenia.

Wraz z upływem czasu obraz gry nie zmieniał się. Lechia miała piłkę, Korona broniła i czyhała na kontry. W 79. minucie marzenia gości o choćby jednym punkcie legły w gruzach. W sytuacji, gdy Wiktor Długosz wychodził na czystą pozycję, Miłosz Kałahur ratował się faulem i obejrzał czerwoną kartkę.

Od tego momentu kielczanie już spokojnie kontrolowali boisko. Żółto-Czerwoni bez większych problemów dowieźli zwycięstwo, a w samej końcówce spotkania wynik ustalił Martin Remacle. Ostatecznie to Korona wygrała to spotkanie 3:0.

Korona Kielce - Lechia Gdańsk 3:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Wiktor Długosz 16, 2:0 Wiktor Długosz 51, 3:0 Martin Remacle 87.

Korona: Dziekoński - Smolarczyk, Sotiriou, Resta - Popow, Remacle, Svetlin, Pięczek (76. Nono) - Długosz, Antonin, Błanik (76. Matuszewski).

Lechia: Paulsen - Kłudka, Diaczuk, Rodin, Kałahur - Kapić, Mena, Neugebauer - Wjunnyk (46. Cirković), Kurminowski (80. Olsson), Bobcek (64. Awad).

 
 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze